Ojcowie KapucyniParafia WniebowstąpieniaParafia Matki Bożej Nieustającej PomocyParafia Św. AnnyStrona Główna
10 niedziela zwykła - 11 czerwca
11-06-2023 11:56 • Ks. Stanisław Rząsa

Wiara nie jest podążaniem za ideologią, światopoglądem, bliżej nieokreśloną wizją życia. Nie jest niezależnie istniejącym systemem etycznym, zbiorem mądrości, inspiracją dla „dobroludzizmu”. Jest przede wszystkim wędrowaniem za Nim – zawsze zaczyna się od SPOTKANIA żywego, kochającego Jezusa. On staje pośrodku naszego grzechu, tak jak stanął pomiędzy celnikami-kolaborantami, grzesznikami, po ludzku niegodnymi Jego obecności. Przynosi pokój i nadzieję. Pociąga do siebie!  Prośmy o odwagę celnika Mateusza, byśmy dla Jezusa umieli pozostawić wszystko i pójść za Nim.

Jedna ze znajomych opowiedziała mi ostatnio o wysiłku, którego dokonała, spełniając prace domowe: zajęć i spraw było tyle, że do południa, tylko po domu, zrobiła już 7,4 tys. kroków, więc zasłużyła sobie na odpoczynek.

Niewątpliwie zasłużyła na odpoczynek, wyznaczenie pory nań ułatwiają nam różne urządzenia – zegarki liczące kroki, przypomnienia w telefonie – oraz przede wszystkim nasze ciało i psychika domagające się chwili dla siebie. Znany jest w psychologii mechanizm „nagradzania się” – po ciężkiej całodniowej pracy lub tylko jednym wykonanym zadaniu wykorzystujemy różna okazje, aby udzielić sobie nagrody, np. poleżeć, kupić sobie jakiś gadżet lub kosmetyk, posiedzieć w internecie lub telewizji, zjeść coś smacznego, zagrać na komputerze i wiele, wiele innych. Niekiedy ten mechanizm, z pozoru niewinny, nie pozwala ludziom wyjść z nałogu (bo po kilku dniach powstrzymywania się muszą sobie coś „dać”) lub zrealizować podjętych zobowiązań (częste nagradzanie się może np. ciągle przerywać naukę, czyniąc ją nieefektywną).

Ewangelista i apostoł Mateusz nie został w żaden sposób nagrodzony przez Pana Jezusa. Mimo swojego grzechu – był celnikiem, zdziercą i kolaborantem – został poproszony przez Boga, by za Nim poszedł. Została mu okazana wielka łaska i miłosierdzie, by prawdziwy Syn Boży został poznany przez najpierw przez Żydów, a potem przez wszystkich ludzi dobrej woli, którzy uznają spełnienie w Nim starotestamentalnych proroctw. Co więcej, nie nagrodził się również sam – opisuje swoje powołanie nie jako powód do dumy, ale właśnie jako wyświadczone mu dobro, zupełnie niezasłużone, na świadectwo dla nas, że powołanie Boże, by przyciągało innych i owocowało, nie może być tylko zadaniem, pracą, zawodem czy obowiązkiem, ale przeżywane w pokorze i stałej gotowości, by wyruszyć za Jezusem. Pójdź za Mną (Mt 9, 9) – słowa Boga dotyczą nie tylko chwili wyboru, wyjścia z komory celnej, ale całego życia św. Mateusza.

Dopadają nas często różne strapienia i zmęczenia, gdy pełnimy swoje powołanie – rodzica, małżonka, kapłana, zakonnika. Zniechęcamy się szybko, gdy głosimy Ewangelię – mając powierzoną oficjalnie od Kościoła taką misję lub z własnego rozeznania i pójścia za natchnieniem Ducha Świętego – i nie widzimy po latach ciężkiej pracy owoców. Co więcej, jako Kościołowi w Polsce, w tym także wielu kapłanom, może nam się wydawać, że po dziesięcioleciach wielkich starań o chrześcijańskie oblicze narodu, jest gorzej i zamiast słów „radość” i „Ewangelia”, królują słowa „kryzys”, „brak powołań”, „indywidualizm”.

W obliczu trudności nie porzucamy od razu wszystkiego, ale pojawia się niekiedy pragnienie – trzeba się jakoś na chwilkę nagrodzić, odpocząć, zaczekać, bo może w końcu inni też się obudzą i zabiorą do roboty.

Czy słuchając dzisiejszego słowa Bożego możemy powiedzieć, że czas na nagrodę? Jesteśmy sługami nieużytecznymi (por. Łk 17, 10), powołanymi przez Odkupiciela z naszych komór celnych. Okazał nam wielkie miłosierdzie, nie dla nagradzania się, bo dużo już się nachodziliśmy za Nim, ale dla spełnienia jego woli – zbawienia nas i innych ludzi. Mentalność licznika kroków lub odrywania się od zadań, by popatrzeć sobie, co tam dzieje się w mediach społecznościowych, nie może zagościć w sercu przeznaczonym do zjednoczenia z Najświętszym Sercem Bożym.

Dotyczy to nie tylko kapłanów i osób konsekrowanych! Nie można zatrzymać się w trosce o wzajemną miłość małżeńską i rodziną, wychowanie dzieci, solidarność społeczną oraz osobistą i wspólnotową uczciwość. Ewangelia dzisiejsza jest po to, by nie tylko ją wysłuchać, ale duchowo „spożyć”, jeszcze raz w sercu, umyśle i sumieniu „przetrawić”, a potem ponownie wstać ze swojej „życiowej kanapy” i pójść za Jezusem.

Pan Bóg powołuje pośrodku życia i różnych codziennych zajęć, nie dla nagrody i odpoczynku, ale właśnie do życia w pełni. Nie ma Ewangelii na „czas wolny”, jakoś „pomiędzy sprawami”. Ta Msza św. nie jest na obrzeżu niedzieli czy tygodnia, ale w centrum, by tym słowem i Eucharystią żyć.

o. Mariusz Mazurkiewicz CSsR


© 2009 www.parafia.lubartow.pl